Pewnego pięknego dnia tata zniósł ze strychu starą gitarę - była już nieco podniszczona, miała jasny kolor. Ponoć miałem oczy jak pięć złoty. Od razu wiedziałem co z nią zrobię. Gdy wziąłem ją w ramiona, przez chwilę stałem i po prostu się jej przyglądałem. Potem powolnym krokiem ruszyłem przed siebie, ostrożnie stawiając każdy krok, żeby przypadkiem nic się nie stało mojej towarzyszce. Po chwili byłem już w miejscu, które było celem mojej podróży.
Zanim zostanę skarcony, parę faktów, które mają usprawiedliwić moje postępowanie:
- miałem 4 lata,
- pisząc "nieco podniszczona"... Tak naprawdę nie miała strun, gryf był skrzywiony, siodełka nie było - podobnie jak strunnika. Więc do gry się już nijak nadawała,
- babki z jej wykorzystaniem były wyjątkowo piękne.
Jak widać, dzisiaj trochę bardziej na luzie ;D
Świetna sprawa. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń